>
Koniec roku szkolnego:  
22.6.2018, 09:00
 -   Do wakacji: 
31 dni 8 godzin 29 minut
Kliknij i obejrzyj materiał na temat szkoły i kierunków

Menu Główne


Mapa Absolwentów ZSE

Współpraca naukowa

Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie
Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Nowym Sączu

Szkoły Partnerskie

Севастополь, Школа № 3 (Sewastopol, Krym)
Obchodná akadémia, Stará Ľubovňa
Staatliche Fachoberschule und Berufsschule Passau
Stredna priemyselna skola Bardejov
Integrova stredni skola obchodu,  sluzeb a podnikani Ceske Budejovice
Solski Center (Postojna, Słowenia)

Statystyka

Użytkownicy: 21
Nowości: 1236
Linki: 59
gości: 10122874
65-lecie. Wspomnienia. Elżbieta Knapik (Lewińska) PDF Drukuj
65-lecie ZSE, logo-Bartłomiej Belniak
 
Wspomnienia absolwentki Technikum Ekonomicznego (1968/69)


Sama nie wiem jak zacząć – choć lat trochę upłynęło, to i tak niektóre wspomnienia stają przed oczami jak żywe. Szkoła – stary budynek o grubych murach, które gwarantowały dobrą izolację – szczególnie w ciepłe dni. Pan woźny Józef Korzeniowski – starszy niewysoki mężczyzna - zawsze z pękiem kluczy, życzliwie spoglądał na nas uczniów, a właściwie uczennice, bo w naszej szkole była znaczna przewaga dziewcząt. Wprawdzie przez naszą klasę przewinęło się kilku kolegów, ale maturę zdawało już tylko dwóch: Marek Chowaniec i Jasiu Kosiński, a pozostała 30-tka to już sam babiniec. I wcale nie lepiej było w innych klasach. Nie było u nas po kilka oddziałów (a, b, c). Były tylko klasy Technikum Ekonomicznego i Zasadniczej Szkoły Handlowej. Niby nie dużo, ale i tak było ciasno. Klasy były dość liczne. Jeśli mnie pamięć nie myli to w pierwszej klasie było nas ciut powyżej 40 osób. Dyscyplina była surowa – fartuszki obowiązkowe (ewentualnie sukienka granatowa z białym kołnierzykiem, lub „układanka” też granatowa), o długości do pół kolana. Lepiej jednak patrzono gdy były nieco dłuższe. Moda typu maxi, czy mini nigdy nie dotyczyła uczennic. Tarcze musiały być przyszyte! na lewym rękawie. Często nauczyciel dyżurny sprawdzał przy wejściu do szkoły jak uczeń wygląda. O takich rzeczach jak trwała, farbowanie włosów, czy choćby lekki makijaż nawet się nie mówiło. Fryzurka powinna być schludna i gładko zaczesana - odsłaniająca twarz. Wszystko inne to awangarda tępiona przez szkołę i jej nauczycieli. Paznokcie czyste i krótko przycięte. Buty raczej na płaskim spodzie, ewentualnie niewielki obcasik był dopuszczalny. Taki oto był obraz uczennicy w naszych czasach. Wręcz niewyobrażalny przez dzisiejszą młodzież. Było na pewno wesoło i nikt nikomu nie zazdrościł ekstra ciuchów, czy super fryzury. Wszyscy byliśmy po prostu uczniami z naszymi obowiązkami i prawami (choć tych drugich niestety było niewiele).

Każdy z nas na pewno ma inne wspomnienia, każdemu coś innego pozostało w pamięci. Ja chciałabym wspomnieć dzień 01.04.1967 r. W obecnych czasach jest to najczęściej dzień wolny od zajęć lekcyjnych – dzień ogólnej radości. Można spotkać przebierańców spacerujących grupkami po ulicach miasta, w parku – roześmianych, dokazujących. Jest kolorowo i wesoło. A wtedy….? My też chcieliśmy mieć trochę wolnego, więc po trzech normalnych lekcjach udaliśmy się całą klasą na czele z przewodniczącą Małgosią Kukuś na „wycieczkę” do nowej szkoły, czyli na szkolną budowę. Robotnicy widząc, że jesteśmy z nauczycielką (widać Gosia zrobiła na nich odpowiednie wrażenie) - pozwolili nam pooglądać co nieco na budowie. Później ładnie parami poszliśmy wszyscy na spacer do parku. Ot – tyle było naszego szaleństwa. Ale za to po powrocie do domu dowiedziałam się, że dokonałam wraz z klasą strasznego przestępstwa. Miałam natychmiast zgłosić się do szkoły, a tam… czekał już na mnie i na inne koleżanki Pan Dyrektor i wychowawczyni Pani Rozalia Wojna. Bardzo chcieli się dowiedzieć kto był prowodyrem – czyj to był pomysł, grożono wyrzuceniem ze szkoły i rozwiązaniem klasy. Dyrektor krzyczał na każdego z nas z osobna, twierdząc, że i tak wszystko wie, bo ktoś już sypnął - krzyczał, że postawią nam pomnik za odwagę. Wzywał telefonicznie rodziców tych z nas, którzy mieszkali na miejscu. A dziewczęta z internatu i dojeżdżające miały osobiście powiadomić swoich rodziców o obowiązku wstawienia się w szkole. Faktycznie zrobiła się z tego okropna afera i istnienie naszej klasy wisiało na włosku. Nie mniej jednak nikt nigdy nie dowiedział się czyj to był pomysł. Ojciec Małgosi – jako przewodniczący Komitetu Rodzicielskiego wstawił się za nami. Pani Profesor Wojna też go poparła i pozostało na tym, że wszystkim nam obniżono zachowanie o jeden stopień a przewodniczącej o dwa, czyli na tróję!!! I takie też oceny z zachowania mieliśmy na świadectwie. Ten dzień był fatalny dla naszej szkoły, bo oprócz naszej laby – to pani prof. Jadwiga Synowiecka przez czysty przypadek dostała drzwiami w głowę i miała sporego guza, a pan Dyrektor, gdy wszedł do jednej ze starszych klas na lekcję geografii zastał zamiast uczniów - głowy kapusty leżące na pulpitach ławek.

Inny dzień, który utkwił w mojej pamięci, to dzień w którym otwieraliśmy naszą „nową szkołę”. Było to wielkie wydarzenie na miarę województwa. Zjechały władze partyjne z KW PZPR z Rzeszowa, nasze władze partyjne powiatowe i miejskie, władze lokalne z UM, władze oświatowe. Jednym słowem mnóstwo „oficjeli”, całe grono pedagogiczne na czele z panem dyr. Ryszardem Kwilaszem, przedstawiciele Komitetu Rodzicielskiego i my zwykli uczniowie. Dlaczego ten dzień utkwił mi w pamięci? - bo byłam jedną z tych uczennic, które czynnie uczestniczyły w otwarciu nowego budynku szkoły. Pani prof. Ewa Spiak dała mi napisany tekst, którego należało się nauczyć i w imieniu młodzieży naszej szkoły przemówić. Pamiętam jak chodziłam z kartką w ręce między nowiutkimi ławkami po pachnącej farbą klasie, która była jasna, a podłoga – parkiet - świeżo lakierowana lśniła jak lustro (wrażenie było duże ponieważ przechodziliśmy z budynku, który był ciemny i ponury, a podłogi były z desek zapuszczane jakimś ciemnym konserwantem). Zresztą co tu dużo mówić, zawsze jak coś jest nowe i czyste - to może robić wrażenie. Jak już prawie wykułam te dwie strony na pamięć, kiedy przyszła prof. Spiak i powiedziała …„możesz czytać z kartki” – uff jaka ulga. Do mikrofonu podeszłam z termą, ale dużo lżej mi było ów tekst przeczytać. (tam i tak wszyscy mówili „z kartki” ) .

Wspominać można byłoby wiele - chociażby konkursowe międzyszkolne bale karnawałowe, akademie przygotowywane na różne okazje, konkursy recytatorskie, rajdy szkolne z prof. Janem Wilczyńskim, a później i z Panią prof. Marią Sarnecką. A obóz wędrowny w Bieszczadach z prof. Mieczysławem Grądalskim i prof. Marią Durlak (panieńskie nazwisko prof. Sarneckiej) -  to była dopiero historia wspominana w szkole przez długi, długi okres. Jeszcze podczas matury prof. Grądalski nie omieszkał wspomnieć jednego z epizodów słynnego obozu z 1966 roku, czyli po ukończeniu klasy drugiej.

Jakby nie wspominać tych lat – te „mundurki”, te zakazy i nakazy (o istnieniu kawiarń wiedzieliśmy tylko z opowiadań), ten szkolny rygor i groźne miny naszych Kochanych Profesorów (wybaczamy im te „głowy kapuściane" i „nogi stołowe”) to były to wspaniałe czasy naszej młodości, do których zawsze będziemy wracać z nostalgią i ciepłem koło serca i z łezką w oku.



Pagorzyna, 12.06.2007 r.                                                             

Elżbieta Knapik (Lewińska)
absolwentka TE 1968/69

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Ankiety

Dla Gimnazjalistów (2018) - Jaki kierunek kształcenia w naszej szkole najbardziej Cię interesuje?
 

SZKOŁA POLICEALNA

e-DZIENNIK ZSE

Programy, rankingi




:: (C) 2018 Zespół Szkół Ekonomicznych im. Jana Pawła II w Gorlicach
ul. Ariańska 3 38-300 Gorlice.